sobota, 24 maja 2014

Rozdział 4

Kocham normalnie te dni kiedy nie ma treningu i można spokojnie leżeć tyłkiem do góry. Przeskakiwałem bezcelowo po kanałach dla zabicia nudy. Niby kochałem takie dni ale w środku aż mnie rozsadzało z nudów. Najchętniej poszedłbym gdzieś gdzie mógłbym spożytkować moje wielkie pokłady energii. W kontrakcie mam zapisany zakaz uprawiania innych sportów bez zgody trenera więc nawet nie opłaca się myśleć o tym, że pozwoli mi się poruszać dzisiaj. Cały czas czułem wczorajszy trening w kościach, a pojutrze jest kolejny mecz. Dzisiejszy poranny masaż trochę uśmierzył ból mimo to poruszanie się nadal było bólogenne. Nagle usłyszałem dzwonek domofonu. Wstałem z kanapy i poszedłem otworzyć. Kot, który leżał w moich nogach od razu podreptał za mną.
-Tak?-zapytałem klikając odpowiedni przycisk tak żeby zobaczyć kto jest po drugiej stronie.
-Siema Winiar! Otwieraj tą furtkę.-zawołała radośnie Zuza. Od razu odblokowałem jej wejście. Po chwili zadzwoniła drugi raz więc wpuściłem ją i na moją klatkę.
-Kope lat Młoda!-zaśmiałem się przytulając ją.
-Też się cieszę, że Cię widzę wielkoludzie.-odwzajemniła uścisk.
-Co ty tutaj robisz?-zapytałem.
-W nocy przyjechałyśmy z mamą. Przecież następny mecz będziecie grali ze Skrą, a moja mama już dawno umawiała się z twoim tatą, że przyjedzie.
-Czyli zostajecie do meczu?-zapytałem obliczając ile to czasu zamierzają tutaj zostać.
-Tak.-przytaknęła.
-A ty nie masz szkoły przypadkiem?-zapytałem siadając na kanapie i biorąc na kolana Filusia.
-Przecież zawsze można nadrobić.-powiedziała siadając obok mnie i zabierając Filka z moich kolan.
-I mam rozumieć, że to ja mam Cię dzisiaj zabawiać?-zapytałem po chwili ciszy.
-Tak jako dobry starszy kolega masz się mną zaopiekować.-zaśmiała się dręcząc mojego kota.
-Ile ty masz lat?
-W sumie to jeszcze cały czas siedemnaście. Osiemnaście skończę w marcu.
-No to idziemy na gokarty.-powiedziałem wstając z kanapy.
-Macie tutaj gokarty?-zapytała zdziwiona.
-W wakacje otworzyli. Zadzwonimy po jeszcze paru chłopaków i trochę pośmigamy.

-Siema Winiar!-zawołał już z oddali jeden z zawodników bydgoskiego klubu. Nie powiedział mi kogo ściąga do ścigania się z nami.
-Cześć Franek! Dawno się nie widzieliśmy tylko rano na masażu.-zaśmiał się Oliwier i przybił piątkę z Frankiem.
-Gdzie zgubiłeś Karola?-zapytał Winiar.
-Za chwilę będzie.-odpowiedział-A koleżanki mi nie przedstawisz?
-Zuza jestem.-powiedziałam wyciągając do niego dłoń i uśmiechając się przyjaźnie.
-Miło mi. Franek.-odwzajemnił mój gest.
-Po co ja mam się wysilać. Mała jest za szybka.-zaśmiał się Winiarski głaszcząc mnie pieszczotliwie po głowie.
-Przyprowadziłem jeszcze Wojtka. Obrazicie się?-zapytał kolejny wysoki. Jakoś już mnie to nie rusza kiedy wszyscy dookoła mnie są dwa razy tacy jak ja.
-Karol, Wojtek to jest Zuza. Zuza to jest Karol i Wojtek.-przedstawił mnie Oliwier.
-Miło mi.-uśmiechnęłam się.
-Dobra chodźcie. Muszę Wam wkopać za poprzedni raz.-powiedział Franek ruszając w stronę wejścia na tor.
-A ja to nie jestem za młoda?-zapytałam. Ostatni raz jak chcieliśmy pojeździć w wakacje to mi nie pozwolili bo nie mam jeszcze prawa jazdy.
-Franek ma wtyki u dziewczyny z recepcji.-zaśmiał się Karol.
-Stul pysk. Sama się wprosiła na tą imprezę, a potem mi cały czas dolewała.-powiedział oburzony środkowy.
-Jasne, jasne. Ciesz się Zuza, że nie jesteś blondynką bo już byś była Franka.-dodał Wojtek.
-Hamuj piętą idioto ona ma tylko siedemnaście lat.-powiedział Winiar uderzając przy tym przyjmującego w ramię.
-Co? Serio? Winiarski mógłbyś sobie darować.-pokręcił z niedowierzaniem głową Franek, a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Serio myślicie, że ja i on?-zapytałam zwijając się ze śmiechu-Matko on jest jak moja rodzina.
-Kurkowa! O kurna nie poznałem Cię!-powiedział przerażony Karol-Ale się zmieniłaś!
-Taaak. Cześć.-pomachałam im nadal się śmiejąc.
-Kurcze. Sorry nie poznałem Cię.-powiedział skruszony Wojtek.
-Nic się nie stało. Zaczniemy kiedyś jeździć?-powiedziałam podchodząc do recepcji. Blondynka rzeczywiście miała dość mocno wyeksponowane swoje atuty. Ale na szczęście pozwoliła mi jeździć. Na szczęście nie musieliśmy się ubierać w ohydne kombinezony tylko dali nam kaski. Kiedy siedziałam już w moim gokarcie poczułam jak wibruje mój telefon w kieszeni. Wyciągnęłam go i szybko odczytałam wiadomość od Julka.

Mała co robisz za tydzień w sobotę?

Szybko wystukałam odpowiedź.

Jak na razie nic.

Kiedy już udało mi się schować z powrotem telefon do kieszeni rozpoczął się wyścig. Uwielbiałam się ścigać. Miałam tą umiejętność dość dobrze opanowaną. W końcu już niedługo będę robić prawo jazdy. Małego gokarta znacznie łatwiej jest prowadzić niż wielki samochód mojego taty. Niestety chłopcy postanowili nie dać się dziewczynie i sprytnie mnie wyprzedzali. Nie byłam im dłużna chociaż niestety na metę dotarłam ostatnia. Niepocieszona tym faktem zażądałam rewanżu, w którym również poległam. Po skończonych zawodach chłopcy zaprosili mnie na najlepszą pizzę w mieście.
-Nie wiedziałam, że Wam wolno tak przed meczem się opychać.-powiedziałam idąc za Winiarskim do jego samochodu.
-Jutro mamy trening. Spalimy to szybciej niż ty mrugniesz okiem.-zaśmiał się siadając za kierownicą.
-Nienawidzę tej pogody.-powiedziałam podkręcając ogrzewanie. Listopad w tym roku był wyjątkowo brzydki, nie dawał za wygraną i dzielnie mroził nam wszystkim tyłki.
-Tutaj się zgodzę. Najchętniej wylądowałbym teraz na jakiejś wyspie.
-Włoskiej na przykład.-zaśmiałam się.
-Może być i włoska.
-Szybko to ty tam nie wylądujesz. Jak na razie to masz co robić. Najpierw musisz skończyć ligę, a potem reprezentacja czeka.-powiedziałam oglądając Bydgoskie ulice.
-Skąd wiesz czy dostanę powołanie, poza tym zawsze mogę odmówić byle by tylko wylądować na tej jakiejś wyspie. Może mnie jeszcze kiedyś do siebie zaprosicie.-powiedział rozmarzonym głosem po chwili.
-Dobra, dobra. Już ja Cię znam. Prędzej dałbyś sobie ręce uciąć niż być odmówił występu w reprezentacji.-powiedziałam kręcąc z niedowierzaniem głową. Skądś kojarzyłam te budynki, które mijaliśmy.
-Twój tata tutaj gdzieś niedaleko mieszka prawda?-zapytałam przyglądając się uważniej.
-W rzeczy samej.-uśmiechnął się tajemniczo. Zaparkował obok chłopaków po czym wysiedliśmy.
-Czemu idziemy do mieszkania twojego taty?-zapytałam zdziwiona kiedy weszliśmy na klatkę schodową wujka.
-Bo to właśnie tutaj jest najlepsza pizza w mieście.-zaśmiał się Franek. Pokonaliśmy dwa piętra i bezceremonialnie weszliśmy do mieszkania starszego Winiarskiego. Tam od progu dało się usłyszeć radosny pisk Majki.
-Tato jesteśmy!-krzyknął Oliwier zrzucając buty i kurtkę. Z kuchni wychylił się wujek, który ubrany był w fartuszek w piękne kwiatki. Za nim wychylił się Antek, który dla odmiany był cały w mące.
-Pizza już się robi.-powiedział zadowolony.
-Czuć.-zaśmiał się Karol, a wraz z nim reszta chłopaków.
-Cześć chłopcy.-moja mama pomachała wszystkim mijając nas w drodze do łazienki z płaczącą Majką na rękach. Wszyscy udaliśmy się do salonu gdzie już po chwili jedliśmy pyszną pizzę. Zawsze wiedziałam, że wujek umie gotować, ale żeby aż tak dobrze to robił to nigdy do mnie nie dotarło. Popołudnie spędziliśmy na rozmawianiu o siatkówce oraz o wymarzonych wakacjach. Wczesnym wieczorem młodzi siatkarze udali się do swoich mieszkań, a my zakończyliśmy nasz dzień na oglądaniu bajki z Majką na dobranoc.

-Ile można na Ciebie czekać?-zapytałam zirytowana kładąc się na łóżku mojego chłopaka.
-Powiedziała ta co szykuje się dwie minuty. Byłem pod prysznicem to mogło mi to chwilę zająć.
-Oj dobra nie przesadzaj też, że ja się niby tyle czasu szykuję.-przewróciłam oczami i próbowałam sobie przypomnieć kiedy ostatnio tyle czasu musiał na mnie czekać.
-Zuuuz. Biała czy czarna?-zapytał z garderoby.
-Biała.-szybko odpowiedziałam. Idziemy tylko do kina ale on i tak musi wyglądać idealnie. Zaśmiałam się z moich myśli bo przecież sama szykowałam się dzisiaj dobrą godzinę.
-Jestem gotowy.-usiadłam i uśmiechnęłam się sztucznie.
-Nareszcie.-wywróciłam oczami jednocześnie ruszyłam w stronę bruneta.
-Coś dzisiaj nie w humorze jesteś.-skomentował po chwili moje zachowanie kiedy już wsiadaliśmy do jego samochodu.
-Tak jakoś wyszło.-powiedziałam wzruszając ramionami. Jakoś nie za bardzo miałam ochotę gdzieś wychodzić ale naprawdę dawno nie wiedziałam się z moim ukochanym. On ma maturę, a mnie co chwilę nie ma w Bełchatowie.
-Zuza czy ty mnie w ogóle słuchasz?-z zamyślenia wyrwał mnie zirytowany głos chłopaka.
-Przepraszam, zamyśliłam się.-powiedziałam zgodnie z prawdą.
-A może masz mnie po prostu dość?-zapytał wkurzony, mocniej zaciskając dłonie na kierownicy.
-Nie no co ty. Bardzo chciałam iść na ten film, a to, że idę na niego razem z tobą czyni ten zwykły wypada do kina, jeszcze lepszym.-powiedziałam kładąc dłoń na jego ramieniu. Nie chciałam żeby się na mnie denerwował. Nienawidziłam tych momentów kiedy był na mnie za coś zły. Zaparkował pod kinem i od razu obydwoje udaliśmy się do budynku. Na dworze była okropna pogoda. Padał śnieg i wiał okropny wiatr. Zima w tym roku ewidentnie daje nam popalić. Chwyciłam jego dłoń i od razu poczułam to tak bardzo uwielbiane przeze mnie uczucie ciepła jakie od niego emanowało. Kiedy już kupiliśmy bilety i popcorn od razu udaliśmy się do naszej sali. Usiedliśmy i od razu zajęliśmy się jedzeniem tego jakże niezdrowego jedzenia. Film tak jak się spodziewałam był genialny. Śmiałam się jak nienormalna, aż łzy poleciały z moich oczu. Po skończonym filmie udaliśmy się na krótki spacer po pobliskim parku. Pogoda trochę się uspokoiła i przestał padać śnieg i wiać wiatr.
-Zuza myślałaś nad tym co będziesz robić w sylwestra?
-Najprawdopodobniej wylądujemy na jakiejś imprezie albo sami ją urządzimy. Nie sądzisz?
-Tak to jest bardzo prawdopodobne. A co powiesz na wypad w góry na narty na całą tą przerwę?

-Nie brzmi źle. Ale jak na razie jest mi dobrze tutaj gdzie jestem.-uśmiechnęłam się, zadzierając głowę do góry tak by móc spojrzeć na twarz mojego chłopaka. Na jego ustach pojawił się tak bardzo uwielbiany przeze mnie uśmiech. Objęłam jego twarz w dłonie, a on schylił się i od razu połączył nasze usta.



BARDZO BARDZO BARDZO BARDZO BARDZO BARDZO BARDZO BARDZO BARDZO BARDZO BARDZO PRZEEEEEEEEEEEEEEPRASZAM!!!

Pozdrawiam i całuję panna ;*

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 3

(3 lata później)

-Przestań już!-z oczu płynęły mi łzy, a brzuch bolał niemiłosiernie od ilości śmiechu.
-No ale co ja na to poradzę, że Ciebie to tak śmieszy?-powiedziała Julka, która była w takim samie stanie co ja.
-Ale on tak po prostu do niej podszedł?-zapytałam z niedowierzaniem ocierając łzy z policzków.
-Tak to właśnie jest mój brat.-powiedziała, po czym napiła się łyka soku prosto z kartonu.
-A tak właściwie to gdzie on jest?-zapytałam sprawdzając godzinę.
-Nie wiem.-wzruszyła ramionami i wyciągnęła się na kanapie. Odłożyłam telefon do torebki i w tym samym momencie podskoczyłam przerażona bo czyjeś ramiona mocno mnie do siebie przytuliły.
-Cześć Julek. Też się cieszę, że Cię widzę.-zaśmiałam się.
-Zuuuzek! Jak ja Cię dawno nie widziałem!-powiedział luzując swój niedźwiedzi uścisk.
-Tak. Tydzień.-powiedziałam zastanawiając się nad tym kiedy tak naprawdę ostatni raz się z nim widziałam.
-Chciałabyś. Miesiąc prawie się nie widzieliśmy.-powiedział dźgając mnie w żebra.
-No w sumie. Szmat czasu.-też dźgnęłam go w żebra po czym szybko pobiegłam i ukryłam się za Julką przed kolejnym ciosem Julka.
-Będziesz dzisiaj nocować?-zapytał kładąc się na łóżku swojej siostry.
-Tak.-powiedziałam sięgając po miskę z popcornem.
-Julka wiesz, że nie popijecie dzisiaj.-powiedział szczerząc się niemiłosiernie.
-A to niby czemu? Nie wiem czy wiesz ale prawie jesteśmy dorosłe.-zapytała zdziwiona.
-Bo rodzice jednak nie wyszli.-powiedział podrzucając poduszkę nad twarzą-Plus jestem ja.
-No i?-prychnęła blondynka.
-Tak jestem ja i paru moich kolegów.-powiedział-Doskonale wiesz co to oznacza. Wizyty rodziców co pięć minut. Więc ani my ani wy nie popijemy.
-Przecież twoi rodzice mieli iść do moich.-powiedziałam po czym wepchnęłam sobie do buzi kolejną porcję popcornu.
-Ściemniasz wieśniaku!-Julka rzuciła poduszką w swojego brata-Ilu zaprosiłeś tych kolegów?
-Kilku.-powiedział uśmiechając się tajemniczo.
-Osz ty! Zaprosiłeś całą szkołę?-zapytała siadając i nie wierząc w to do czego właśnie doszła drogą dedukcji.
-Całą to może nie. Ale pół. No i jeszcze paru siatkarzy.-powiedział dumny z siebie.
-Ale będziesz miał przewalone u rodziców.-powiedziała kręcąc głową z niedowierzaniem, a ja zaczęłam się śmiać. Szybko wstałam i sprawdziłam stan mojej twarzy i włosów.
-Chodź idziemy się bawić.-powiedziałam wyciągając do niej dłoń.
-To u Ciebie właśnie Zuzka lubię.-zaśmiał się Julek i otworzył nam drzwi. W salonie Kamińskich było pełno ludzi. Julek podszedł do konsoli i włączył muzykę. Cały dom nagle zaczął się ruszać.
-Jakim cudem udało Ci się to zorganizować?-zapytała Julka z niedowierzaniem.
-Trochę znajomości. Plus okazja i mamy imprezę.-powiedział wzruszając ramionami.
-Serio jak matka się o tym dowie to jesteś martwy.
-Ale rodzice o tym wiedzą. Powiedziałem, że kumpel ma urodziny i chcemy mu zorganizować imprezę niespodziankę. Długo ich przekonywać nawet nie musiałem. Trochę dobrych ocen i ładnych wyników na meczach i mamy to co mamy.-zaśmiał się.
-Jesteś genialny!-powiedziałam machając moim znajomym ze szkoły.
-Dobra laski bawcie się. Jak coś ja o niczym nie wiem, że się spiłyście.-powiedział i odszedł w stronę swoich kumpli.
-Od razu to my się może tak nie spijemy.-warknęła Julka.
-Mam Ci przypomnieć co było po ostatnim naszym wypadzie na jakieś urodziny?-zaśmiałam się.
-Oj tam tylko trochę nie kontaktowałyśmy.-machnęła ręką. Ruszyłyśmy w stronę barku. Tam stał stał stały barman każdej imprezy, czyli niezawodny Marcin. Kolega z klasy Julka. Zamówiłyśmy po drinku. Po paru łykach ruszyłyśmy na parkiet gdzie już sporo osób szalało do najróżniejszych kawałków jakie leciały z głośników. Po paru godzinach i kilku kolejnych drinkach czułam się już lekko wstawiona. Usiadłam na stopniu schodów i uspokoiłam trochę wirujący świat w mojej głowie. Julka szalała na parkiecie dzielnie przystawiając się do starszych chłopaków. Usiadł obok mnie jakiś koleś. Nie kojarzyłam go kompletnie.
-Słaba głowa?-zapytał śmiejąc się.
-Koleś mam bardzo mocną głowę jak na mój wiek.-odpowiedziałam i popatrzyłam się na niego.
-Wiktor jestem.-wyciągnął do mnie swoją dłoń.
-Zuza.-potrząsnęłam nią lekko i uśmiechnęłam się.
-Chcesz trochę wody?-zapytał z troską w głosie.
-Jeżeli masz to wielką chęcią.-powiedziałam uśmiechając się-Chodzisz ze mną do szkoły? Czy z Kamińskimi?
-Chodzę z Julkiem do klasy.-odpowiedział wstając-Za chwilę wrócę z wodą.
-Okej.-uśmiechnęłam się wdzięcznie. Co to za koleś. Znałam wszystkich kolegów Julka przez to, że spędzałam u nich czasami więcej godzin niż u siebie w domu. Tak samo bardzo często zdarzało mi się odwiedzać ich szkołę. Koleś tak jak powiedział tak i zrobił. Wrócił z butelką wody.
-Nie wiem gdzie mają jakieś inne naczynie niż kieliszki do wódki.-powiedział podając mi butelkę.
-Nie szkodzi.-wzruszyłam ramionami i wzięłam dwa łyki przyjemnie chłodnej wody.
-To ty jesteś tą sławną córką Kurka?-zapytał.
-Tak to ja.-zaśmiałam się. Tradycyjne pytanie. No normalnie to kocham. Odstawiłam wodę i wstałam.
-Zawsze słyszysz to pytanie.-zaśmiał się uświadamiając sobie co właśnie zrobił.
-Zawsze.-znowu się zaśmiałam. Teraz dopiero mu się przyjrzałam. Nawet przystojny. Brunet i tylko tyle mogłam jak na razie zobaczyć.
-Przepraszam.-powiedział.
-Nie masz za co przepraszać. Chodź tańczyć.-powiedziałam ruszając w stronę parkietu. Zaczęłam poruszać się w rytm muzyki. Mój nowy kolega szybko do mnie dołączył i razem szaleliśmy podskakując i obracając się jak nienormalni.

-Nienawidzę Cię Zuza.-wychrypiała Julka po czym naciągnęła poduszkę na głowę.
-Wstawaj śpiochu twoi rodzice już wracają. Leć do łazienki.-byłam bezlitosna i ściągnęłam z niej kołdrę.
-Siema laski.-do pokoju wbił Julek z butelką wody, którą mi podał.
-Mamy problem. Julka nam tutaj umiera na kaca mordercę, a wasi rodzice już tutaj idą.
-A ty nie masz kaca?-zdziwił się blondyn.
-Co ja na to poradzę, że umiem się opanować, a nie to co ona.-powiedziałam pokazując na przyjaciółkę-Weź ją zanieś do łazienki i połóż w wannie.
-Tak jest szefie.-starszy brat szybko wziął swoją siostrę i wykonał moje polecenie. Przecież jej rodzice urwali by jej głowę gdyby zobaczyli ją w takim stanie. Już raz się tak załatwiłyśmy. Nie mogłyśmy się spotykać przez dwa miesiące. To było okropne. Na imprezy nie wychodziłyśmy przez pół roku. Taką nam karę wymyślili.
-Chcesz czynić honory?-zapytałam Julka kładąc dłoń na kranie i ustawiłam go tak by po włączeniu go poleciała jak najzimniejsza woda.
-Włączaj.-powiedział, a ja bez chwili zastanowienia odkręciłam wodę. Julka natychmiast się obudziła. Szybko ustawiłam ją tak by leciała ciepła.
-Cześć śpiąca królewno.-powiedział Julek-To ja się ulotnię przywitać rodziców, a wy się tutaj ogarniajcie.
-Nienawidzę Was.-powiedziała.
-Dobra, dobra. Potem będziesz nam dziękować, że uratowaliśmy Ci tyłek.-blondynka pokazała mi środkowy palec gdy wychodziłam, a ja tylko zaczęłam się śmiać. Nie mogę przecież doprowadzić do tego żebyśmy znowu nie mogły się widywać. Drugi raz w tym samym roku. Kiedy ona moczyła tyłek w wannie ja leżałam na łóżku i przysypiałam. W końcu uznałam, że jestem głodna. Zeszłam na dół. W kuchni spotkałam Julka i jego rodziców.
-Dzień dobry.-powiedziałam uśmiechając się.
-Cześć Zuzka. Twoi rodzice prosili żebyśmy Ci przekazali informację, że dziś wieczorem jedziesz z mamą do Bydgoszczy.-powiedziała pani Kamińska. Zdziwiłam się trochę na jej słowa. Przecież miałyśmy jechać jutro do Winiarskich.
-Dobrze, dziękuję.-grzeczna jak zawsze. Moja podświadomość miała ze mnie niezły ubaw czasami. Czułam się jak Hannah Montana w niektórych sytuacjach. Zjadałam śniadanie przygotowane przez panią Asię po czym razem z Julkiem udałam się do pokoju Julki.
-Czy chodzi do Ciebie do klasy jakiś Wiktor?-zapytałam go kiedy już leżeliśmy na łóżku i podziwialiśmy sufit.
-No w tym roku do nas dołączył. Nie znam go za zbytnio. Wiem tylko tyle, że ma na imię Wiktor i przeprowadził się z rodzicami do Bełchatowa z Warszawy.-powiedział blondyn-A czemu pytasz?
-Bo w nocy z nim gadałam i po prostu miałam głęboką rozkminę kim jest bo przecież znam wszystkich chłopaków od Ciebie z klasy.
-Trochę jest dziwny. Nigdy się praktycznie nie odzywa. Ale wygląda na nawet fajnego.-kiedy skończył mówić z łazienki wyszła Julka. Już myślałam, że się utopiła w tej wannie albo zasnęła.
-Potrzebuję jakieś ubranie.-powiedziała ziewając.
-Masz w garderobie.-powiedziałam przeciągając się. Jestem zajebistą przyjaciółką. Ale wiem, że ona zrobiłaby dla mnie to samo.

-Mamo wróciłam!-krzyknęłam wchodząc do domu.
-Dobrze się bawiliście?-zapytała moja mamusia całując mnie w czoło.
-Bardzo.-uśmiechnęłam się-Czemu wyjeżdżamy już dzisiaj?
-Bo wolę jechać nocą. Maja będzie spała, Antek też więc nie będzie żadnych problemów z nimi przynajmniej.
-Rozumiem. Idę się spakować w takim razie.-ruszyłam w stronę schodów.
-Wywieś pranie jak już dotrzesz do pralni.-powiedziała moja mama i wzięła na ręce Maję.
-Jasne.-westchnęłam i zniknęłam za drzwiami mojego pokoju. Włączyłam szybko laptopa. Wyciągnęłam z garderoby moją małą walizkę i położyłam ją na łóżku. Weszłam na facebooka. Super już ludzie zaczęli dodawać zdjęcia z imprezy. Szybko pousuwałam wszystkie oznaczenia żeby przypadkiem nie trafiły te zdjęcia w nieproszone ręce. Zawsze miałam okropny spam na wszystkich moich portalach społecznościowych więc schodziło mi się trochę przy tym. Zauważyłam jednak jedno zaproszenie do znajomych, które mnie zainteresowało.
-Wiktor Gonera.-przeczytałam.
Kiedy tylko zaakceptowałam zaproszenie dostałam wiadomość od mojego nowego kolegi.
Wiktor: Co robisz dzisiaj wieczorem?
-Przykro mi kolego.-miałam okropny zwyczaj mówienia do siebie. Jeszcze chwila i wyląduję na kozetce u jakiegoś psychiatry.
Ja: Jadę do Bydgoszczy. Ale wracam za trzy dni.
Wyłączyłam laptopa i zabrałam się za pakowanie.

-Na pewno wszystko zabrałyście?-zapytał nas po raz setny tata.
-Tak uspokój się już Bartek.-powiedziała moja mama.
-Jestem bardzo spokojny.-zaśmiał się. Mama pokręciła głową po czym wspięła się na palce i pocałowała tatę w usta. Zawsze chce mi się z nich śmiać. Wyglądają dość zabawnie.
-Grzeczna bądź.-dostałam buziaka w czubek głowy.

-Zawsze jestem.-zaśmiałam się i usiadłam na miejscu pasażera. Tata ucałował jeszcze Antka i Maję. Mama usadowiła się za kierownicą i odjechałyśmy w stronę Bydgoszczy.


Małe zmiany w informacjach o bohaterce.

Pozdrawiam i całuję panna :*

czwartek, 12 września 2013

Rozdział 2

Sobota, czyli co to oznacza? Tak! Pobudka o 12! Mam na tyle kochanych rodziców, że nie mają mi za złe, że śpię do takich godzin. Rozumieją mnie doskonale, że potrzebuję odespać cały tydzień. Zwlekłam się z łóżka i zeszłam na dół. W salonie już bawiła się Maja. Antek pewnie u siebie w pokoju. Weszłam do kuchni gdzie mama już gotowała obiad. No tak pięcioosobowa rodzina, w tym sportowiec jedzący za trzy osoby i małe dziecko, które musi dostać coś innego to naprawdę można stać pół dnia przy kuchni. Wzięłam mleko, płatki, miskę, łyżkę i podreptałam przed telewizor. Maja od razu do mnie podeszła i zaczęła zagadywać. Pytania dwuletniego dziecka są naprawdę fajne, a odpowiadanie na nie tym bardziej. Zjadłam sobie śniadanie i poszłam się doprowadzić do stanu używalności. Z racji, że jest zimno na dworze, a na hali jak zwykle będzie gorąco to wybrałam granatowe rurki do tego koszula typu wojskowa. Włosy z racji, że naturalnie mi się tylko końcówki kręcą to mi to nie przeszkadza bo dość fajnie to wygląda więc zostawiłam je rozpuszczone. Miałam ponad trzy godziny do wyjścia więc uznałam, że pomaluje sobie paznokcie. Trzeba dobrze wyglądać zwłaszcza będąc córką TEGO Kurka bo będą robić Ci dużo zdjęć. Czerwony lakier na paznokciach pasował zawsze do wszystkiego. Kiedy mi schły paznokcie przyszedł Antek.
-Puka się!-stała regułka kiedy gówniarz wpada mi do pokoju.
-Oj no dobra. Siostra sprawa jest!-powiedział podekscytowany.
-Słucham bracie?-już leżał na mojej kanapie.
-No bo mam w klasie taką koleżankę.
-Oooo... Zaczyna się ciekawie.-przerwałam mu, poruszając brwiami do góry.
-Nie przerywaj. No więc ona ma na imię Ada i będzie dzisiaj na meczu. Pomożesz mi się jakoś fajnie ubrać?-zapytał błagalnym głosem.
-To dlatego tak bardzo chciałeś iść.-zaśmiałam się i od razu wstałam z fotela, na którym dotychczas wygodnie sobie siedziałam.
-Tylko nie mów nic rodzicom!-zagroził mi.
-Słowo starszej siostry!-przyrzekłam na mały palec u prawej ręki i poszłam wybierać mu ubranie. Pało na zielone rurki i białą koszulkę. Z racji, że Antek jest blondynem po mamusi to ta kolorystyka będzie mu pasować.
-Zuzia!-krzyknęła mama z dołu.
-Co?
-Mówi się słucham. Chodź weźmiesz Majkę. Ubierz ją jakoś adekwatnie do pogody i w kuchni stoi torba z najpotrzebniejszymi rzeczami.-zbiegłam na dół i zabrałam siostrę-Ja już idę się do lekcji szykować. Miłej zabawy.-dostałyśmy po buziaku i ruszyłyśmy do pokoju Mai. Białe rajstopki, do tego biała spódniczka i bordowy sweter. Moja siostra musi się dobrze prezentować dlatego też zawsze starannie wybieram jej ubranie.
-Ferajna wychodzimy.-do mojego pokoju gdzie siedzieliśmy w trójkę wszedł tata. Od razu Antek pobiegł na dół. Tata zabrał Maję, a ja podreptałam za nimi z futerałem, w którym była lustrzanka mojej mamy. Zabrałam z kuchni torbę, którą naszykowała mama i zaczęłam zakładać moje ukochane Air Maxy. Granatowe z panterką. Oj długo ich szukałam. Brat też ma Air Maxy tylko, że szaro-białe. Zuzia to ma swoje kozaczki. Wszyscy założyliśmy kurtki i po chwili jechaliśmy już na halę. Jest taka zasada w Skrze, że zawodnicy powinni stawić się przed meczem półtorej godziny wcześniej. No, a że niestety innego sposobu dotarcia na halę z dwójką małych dzieci nie mam to musimy jeździć z tatą. Tradycyjnie on idzie się przygotowywać do meczu, a ja idę z Antkiem i Mają na trybuny żeby zająć miejsce. Po chwili, któreś z nich musi do toalety. Antek to już sam sobie trafi tylko trzeba go pilnować żeby nie rozniósł całej hali. Z Mają trzeba latać. No ale przynajmniej czas jakoś sobie wypełniam. Kiedyś z Julką sobie tańczyłyśmy jak jeszcze nikogo nie było po czym okazało się, że panowie od monitoringu mieli z nas niezły ubaw. Oczywiście potem też wszyscy siatkarze się z nas śmiali. Hala się powoli zapełnia, a ja zabawiam w przeróżny sposób Maję. Najbardziej jej się podoba to, że może trzymać piłkę w rękach. No i bieganie za piłką też jest fajne. Kiedy siatkarze wyszli na boisko w ramach rozgrzewki my sobie kopałyśmy, a Antek już stał i wypatrywał Ady. Nagle ktoś zakrył mi oczy.
-Kimkolwiek jesteś byłbyś łaskawy odsłonić mi oczy?-zapytałam grzecznie uśmiechając się szeroko.
-Pomyślę.-odpowiedział tajemniczy ktoś. Już po głosie rozpoznałam. Moja reakcja była natychmiastowa. Gwałtownie się odwróciłam i rzuciłam się na szyję młodemu Winiarskiemu.
-Oliwier!-mój okrzyk chyba usłyszała cała hala.
-Zuzia!-odpowiedział równie entuzjastycznie.
-Jak ja się za tobą stęskniłam.-wtuliłam się niego jeszcze mocniej-Zmalej się!
-Nie umiem.-zaśmiał się. Ojejku jak ja lubię jego śmiech i uśmiech i w ogóle go całego lubię! Całe 200 cm! Żeby nie było nie jasności. Oliwier ma 22 lata, a ja 15. Jesteśmy przyjaciółmi. Jeszcze jak byłam małym bobasem ten podobno się mną zajmował. Wiele razem przeszliśmy. On miał piętnaście lat, a ja osiem i zgubiliśmy się na hali w Brazylii. Tego samego dnia zgubiliśmy się w centrum Rio. Trzy lata później zgubiliśmy się w tej samej hali i w tym samym centrum Rio de Janeiro. Jak on to zawsze mówi jestem jego malutką siostrzyczką. Chłopak ma ciężko bo praktycznie od ósmego roku życia nie widział matki, która wyprowadziła się ze swoim mężczyznom do Włoch. Wujek Michał sam go wychował. Dziwne, że taki przystojny koleś jak wujek nie znalazł sobie żadnej partnerki. No ale to jego wybór. Ja teraz się cieszę, że Oli przyjechał.
-Kłamiesz!-dźgnęłam go w żebra. Oczywiście nie był mi dłużny. Złapałam Majkę, która już gdzieś zamierzała odejść.
-Cześć Maju.-powiedział Oliwier biorąc swoją drugą siostrę na ręce-Chyba urosłaś księżniczko?
-Nie zapomnij, że nie widzieliśmy się już z jakiś rok.-powiedziałam rozglądając się za Antkiem. W końcu zauważyłam go jak idzie w naszą stronę, a raczej biegnie.
-Siema!-krzyknął już z daleka.
-Siema młody!-przybili sobie piątki. Po czym Oliwier musiał iść się rozgrzewać. To niesamowite ale już w wieku 19 lat zastępował wujka Michała w kadrze seniorskiej i był jej podstawowym zawodnikiem. Teraz gra w Delectie Bydgoszcz bo to właśnie tam przeprowadzili się po feralnym wypadku wujka, który dość poważnie rozwalił sobie więzadła w kolanie. Po rozgrzewce oczywiście prezentacja drużyn i wyjściowych szóstek. Siedziałam sobie na moim miejscu, a obok mnie Maja jedząca chrupki kukurydziane. Antek gdzieś tam biegał. Mamy szczęście, że wszyscy nas tutaj znają to jak zginie to już każdy jest przyzwyczajony, że to młody Kurek. Ciężka przeprawa czekała Delecte bo w końcu Skra to nie byle jaki klub z nie byle jakimi zawodnikami. No i była to droga przez mękę dla młodego składu Bydgoszczy. Jeden Winiarski meczu nie wygra zwłaszcza gdy nikt mu nie wystawi. Mimo iż jest cholernie utalentowany i już od najmłodszych lat miał piłkę w dłoniach to doświadczenia jeszcze trochę mało żeby kończyć wszystkie niedokładne piłki jakie dostawał od francuskiego rozgrywającego, który ma dopiero dwadzieścia lat. Za to tacie doświadczenia nie brakuje. Może dlatego dostał kolejne MVP. Zadowolony oddał mi je na przechowanie po meczu. Sam udał się na rozciąganie. Wtedy też Maja siedziała mu praktycznie na głowie. Ja zaczęłam szukać Antka. W końcu go znalazłam. Stał pewnie z Adą i chyba próbował się z nią pożegnać tylko nie wiedział jak. Jako dobra siostra dyskretnie stałam i patrzyłam jak niezdarnie mu to idzie. W końcu pożegnali się przez podanie dłoni.
-Musisz to młody poćwiczyć.-zaśmiałam się kiedy do mnie podszedł.
-Nie śmiej się.-powiedział oburzony.
-Dobrze, dobrze. Chodź my też się za chwilę zbieramy. Wiesz, że wujka Michała spotkałem.
-Ale, którego wujka bo mamy dużo wujków Michałów?-zapytałam. No serio jest Winiarski, Bąkiewicz, Kubiak i tak dalej i tak dalej. Wszyscy jak na złość Michałowie.
-Winiarskiego.-powiedział i cały aż promieniał z radości.
-I nie przyszedł się przywitać ze mną?-zapytałam zszokowana-Nie daruje mu tego.
-Oj no Zuza nie przesadzaj powiedział mi, że razem z Oliwierem wpadają do nas na kolację.
-No ciekawe.-powiedziałam pod nosem. Tata oddał mi Majkę, a sam poszedł się przebierać. My też zaczęliśmy się zbierać. Szybko ubrałam Maję i pozbierałam wszystkie nasze zabawki. Posadziłam ją sobie na biodrze i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Tata jak zwykle zostawił mi kluczyki więc zapakowałam siostrę do fotelika, a Antkowi kazałam grzecznie usiąść i niczego nie rozwalać. Kiedy włączyłam radio do samochodu wsiadł tata.
-Jak tam ferajna mecz się podobał?-zapytał.
-Ujdzie.-powiedziałam w pewni poważna.
-Młoda damo bo pożegnasz się z internetem na tydzień.
-No dobra. Jak zawsze fajnie było.-zaśmiałam się.
-A tobie Antek jak się podobało?-zapytał.
-A jak miało być?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Wykończyliście biedną Delectę.-powiedziałam zmieniając kanały radiowe.
-Bez przesady. A w ogóle to Oliwier u nas zostaje dzisiaj na noc.
-To dlatego jeszcze nie jedziemy?-zapytał Antek.
-Tak czekamy na niego. Zuza weź się przesiądź do tyłu.-powiedział, a ja odpięłam już zapięty pas i szybko wyskoczyłam z samochodu żeby po chwili usadowić się z tyłu obok siedzącego pośrodku Antka.
-A wujek Michał? Podobno też się do nas wybiera.-powiedziałam.
-Na kolację wpadnie, a potem jedzie do Częstochowy jakieś swoje sprawy ma do załatwienia jutro.
-To nie może u nas przenocować?-zapytał Antek.
-A skąd ja mam to wiedzieć?
-Jesteś tatą wszystko wiesz.-odpowiedział błyskotliwie Młody.
-Jesteś tatą wszystko wiesz.-tata sparodiował syna, a ja parsknęłam śmiechem-Właśnie takimi tekstami zapędzicie mnie do grobu prędzej niż później.
-Oj nie przesadzaj tatusiu.-zaśmialiśmy się z Antkiem i wtedy też do samochodu władował się Oliwier.
-Ile można?-zapytał tata.
-Pogadanka od trenera.-zaśmiał się Oli, a tata sprawnie wyjechał z parkingu i włączył się do ruchu.
-Wujek, a poinformowałeś swoją małżonkę o tym, że wbijamy jej na chatę?-zapytał Oliwier po chwili ciszy.
-Po pierwsze nie wujek bo czuję się staro. Po drugie na pewno się ucieszy bo już dawno się nie widzieliśmy, a wiesz jaka ona jest.
-Wiem.
-Jaka jest mama?-zapytał jak zawsze ciekawski Antek.
-Właśnie dlatego Ci Oliwier teraz tego nie powiem bo mam dwa podsłuchy z tyłu plus jedna mała, która usłyszy i nieświadoma tego co mówi wypapla wszystko.
-Dzięki tato!-zbulwersowany Antek podsumował ich rozmowę, a tata wraz z Oliwierem parsknęli śmiechem. Po chwili byliśmy na miejscu. Wypakowałam Maję z fotelika i wzięłam na ręce bo ledwo co już nawet siedziała. To dziwne, że nie zasnęła. Chwilę po nas na podwórko wjechał wujek Michał.
-Wiktoria!
-Co się stało?-zapytała mama.
-Mamy niespodziankę!-cały tata-A nawet dwie!
-Jakie znowu niespodzianki. Kurek czyś ty już do reszty zwariował?-zdjęłam buty i rozebrałam Majkę. Antek już wypadł z garderoby i pognał do mamy, która siedziała w salonie.
-Mamo! Mamo! Ale te niespodzianki są fajne!
-Serio mamo te niespodzianki są fajne.-usiadłam obok niej na kanapie i przekazałam jej Majkę.
-Niespodzianka!-tym razem do salonu wparowali Winiarscy, a za nim tata.




Nie wiem czy są błędy. Czy nie ma. Nie sprawdzałam. Dodaję byleby dodać byście mogły przeczytać. Blog i tak pewnie zawieszę, ponieważ nie wiem co pisać plus nie mam czasu.

Pozdrawiam i całuję panna :*

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 1

Ile razy to ja już nie słyszałam pytania jak to jest być córką TEGO genialnego siatkarza. Oj wiele. Jaka zawsze pada odpowiedź. No cóż może niektórych zaskoczyć, a wszystkich pytających zawsze zbija z tropu. Bo kto by pomyślał, że powiem „Dziwnie.”. Naprawdę to bardzo dziwne uczucie. Zwłaszcza gdy mając piętnaście lat wszyscy uważają Cię za nie wiadomo jak sławną osobę tylko ze względu na twoje nazwisko, a raczej nazwisko twojego ojca, po którym je odziedziczyłaś. Z opowiadań mojej mamy to już od najmłodszych lat byłam wychowywana w świetle aparatów i kamer ze względu na „tą ich szaloną przygodę”. Jednak teraz staram się jak najrzadziej pojawiać się na zdjęciach czy na filmikach. Mam Facebooka. Mam Twittera. Mam i na innych portalach społecznościowych konta. Co za razem oznacza codzienny spam i codzienne pięciominutowe usuwanie zaproszeń do znajomych od nieznajomych, którzy myśleli, że córka TEGO Kurka przyjmie ich zaproszenie i będą tacy fajni bo będą mieć ją w znajomych. Sama mam piętnaście lat i naprawdę nic nie mam do ludzi, którzy są w moim wieku. Jednak jak widzę tłumy tych w moim wieku co piszczą jakby były jakieś opętane na widok mojego ojca czy moich wszystkich wujków to się zastanawiam czy to ze mną jest coś nie tak czy jednak z nimi. Chodzę do gimnazjum do Bełchatowa i często jest tak, że zabieram się z tatą do domu i albo on po mnie przyjeżdża pod szkołę albo ja idę na halę gdzie jeszcze trwa trening albo już się kończy. Moją najlepszą przyjaciółką jest Julka. Mieszka w domu na sąsiedniej posesji. Szczerze mówiąc nie cierpię tego zadupia, na którym mieszkamy. Szczere pole i tylko w oddali nowe osiedla. No ale to było marzenie moich rodziców gdy byli młodzi. O i ja już wtedy podobno miałam ze trzy czy cztery lata. Przynajmniej mam swój pokój tylko dla siebie i nie muszę go dzielić z tym bachorem. Pewnie zastanawiacie się o kogo mi chodzi. Otóż jakieś dziesięć lat temu rodzicie wytłumaczyli mi, że w brzuszku mamusi znajduje się dzidziuś i będzie to mój braciszek. Wszystko było by fajnie gdyby nie to, że jak się urodził to darł się niemiłosiernie. Zdecydowanie bardziej wolę moją siostrzyczkę co ma aktualnie dwa latka i nie przypominam sobie żeby wydawała z siebie jakieś niepotrzebne dźwięki. Tak więc Antek i Maja mają swoje pokoje ja mam swój i tak sobie żyjemy jak to zwykł był mawiać wujek Igła. A propo wracania z tatą do domu to właśnie siedzę na hali i czekam na koniec treningu. Mamy październik i pada deszcze więc uznałam, że na piechotę to ja nie będę wracać, a autobus miałam dopiero za godzinę.
-Pracę domową odrabiasz?-zapytał trener od przygotowania fizycznego.
-Tak.-tak odrabiałam, że tylko wyjęłam długopis i zeszyt od polskiego. W sumie na tym się skończyło moje pisanie wypracowania.
-Zuzka zbieraj się!-krzyknął wcześniej wspomniany mój sławny tatuś, a ja posłusznie spakowałam co miałam spakować do torby i poszłam za nim. Poczekałam chwilę aż się przebierze i ruszyliśmy w stronę jego auta, które stało na parkingu.
-Jak tam było dzisiaj w szkole?-zapytał włączając ogrzewanie. Mamy dopiero początek października, a zimno jak cholera.
-Dobrze.-tradycyjna odpowiedź na tradycyjne pytanie.
-Tylko dobrze? Może jakąś ocenę dostałaś?-pokiwałam przecząco głową.
-Gdzie jedziemy?-zdziwiłam się jak zobaczyłam, że nie kierujemy się w stronę naszego domu.
-Po zakupy. Mama prosiła żebyśmy zrobili.-szybko dojechaliśmy pod market i kupiliśmy co mieliśmy kupić. Następnie wróciliśmy do domu i rozpakowaliśmy wszystkie torby.
-Co na obiad?-zapytałam wchodząc do kuchni.
-Kopytka.-odpowiedziała moja rodzicielka-Możesz iść po Maję jest w salonie i po Antka jest u siebie w pokoju?
-Jasne.-posłusznie podreptałam do salonu biorąc Małą na ręce-Antek!-wydarłam się. Przecież nie będę marnować energii na tego dzieciaka.
-Prosiłam idź po niego, a nie krzyczysz.-stanowczy głos matki jakoś specjalnie mnie nie wzruszył tylko wywróciłam oczami i wróciłam do kuchni. Usadziłam Maję w jej krzesełku i sama usiadłam na moim tradycyjnym miejscy, czyli na szczycie dużego drewnianego stołu. Kiedy już wszyscy siedzieliśmy i jedliśmy tata zaczął rozmowę.
-To kto idzie ze mną jutro na mecz?-zapytał jak zwykle zadowolony. Ja nie rozumiem koleś ma prawie 40 lat, a czasami to chyba jest w wieku Antka. Czy mi to przeszkadza? Skądże! Mój tata jest zajebisty. Ja nie lubię tylko tych wścibskich nastolatek co najchętniej by mnie czy któreś z mojego rodzeństwa porwały żeby mieć do czynienia z Kurkiem. Śmieszą mnie jak stoją przy bandzie i piszczą jak oszalałe. Zawsze się z nich śmiejemy z tatą. Zwłaszcza jak przechodzimy obok nich i dobre serduszko tatusia sprawia, że zaczyna podpisywać się czy też pozować do zdjęć. Wszystkie najchętniej by mnie zabiły. Co innego było w Rosji gdzie nie było czegoś takiego jak tłumy piszczących fanek. Tam hale były puste. Może dlatego tak nie lubiłam tego kraju. Tata miał z Kazaniem kontrakt na cztery lata. To były cztery najgorsze lata mojego życia. Miałam wtedy dwanaście lat jak stamtąd wróciliśmy. Mam nadzieję, że nigdy już nie wrócimy. Rocznego pobytu we Włoszech nie pamiętam aż tak dobrze bo miałam wtedy sześć lat. Ale ten kraj to ja lubię i to bardzo nawet. Język dzięki moim rodzicom mam opanowany. Tak samo jak angielski i teraz mama zmusza mnie do niemieckiego. Znaczy i tak mam go w szkole więc chcieć nie chcieć muszę się go uczyć. Ale zdecydowanie jest brzydki w porównaniu do włoskiego.
-Ja idę!-krzyknął Antek cały w skowronkach. Co jak co ale to będzie siatkarz na 100%. Mnie jakoś specjalnie nie ciągnie do samej gry. Oczywiście szkolna drużyna nie zdobyłaby żadnego mistrzostwa beze mnie. Skromna ja. No i Bąku Volley School też jest miejscem gdzie bywam i sobie gram. Wujek Michał po skończeniu kariery oddał się całkowicie tej szkole i ściąga najlepszych trenerów i szkoleniowców. Aktualnie jego szkoła uważana jest za jedną z najlepszych w Polsce, a nawet w Europie miejsc gdzie dzieci w każdym wieku mogą się rozwijać.
-O której gracie?-zapytała mama.
-O siedemnastej. Tradycyjnie półtorej godziny wcześniej musimy być na hali.
-No to ja mam jutro lekcje od szesnastej, a ostatniego ucznia mam dopiero dwudziestej. Więc wybacz ja odpadam. Ty Zuzia przypominam Ci, że obiecałaś się zająć Mają jutro.-mama jest nauczycielką angielskiego i włoskiego. Jak trzeba to też niemieckiego nauczy i hiszpańskiego, i portugalskiego, i francuskiego, i co tam sobie chcesz. Nie uczy w szkole tylko udziela indywidualnych lekcji. Tym sposobem albo przychodzi pani Tereska albo ja zajmuję się dzieciarnią. Nie przeszkadza mi to za zbytnio no bo oni zajmują się sobą ja sobą i muzyka gra.
-To i ja pójdę.-powiedziałam uśmiechając się szeroko.
-Zuzka no przecież Ci przypomniałam, że Majką masz się zająć.-popatrzyła się na mnie takim wzorkiem, że myślałam, że padnę ze śmiechu. Naprawdę ma mnie za kretynkę chyba.
-No wiem słyszałam. Poza tym pamiętam. Zabiorę ją ze sobą. No i przecież Antek bez opieki na trybunach? Chyba chcecie żeby Energia zniknęła z powierzchni ziemi.-zaśmiałam się, a rodzice razem ze mną. Młody tylko wyszczerzył się i chyba nie zrozumiał, że to z niego się śmiejemy. Mecze Skry rozgrywane są od trzech sezonów na nowej hali, która nosi taką samą nazwę po swojej poprzedniczce, która spłonęła. Na szczęście udało się uratować wszystkie najcenniejsze trofea oraz dokumenty.
-No dobra to jeszcze lepiej, że Was nie będzie bo będzie cisza.
-Dzięki mamo.-powiedziałam i znowu zaczęliśmy się wszyscy śmiać. Po obiedzie sprzątanie przypadło mężczyznom. Mama zabrała Maję i poszła do swojego „gabinetu”. To miejsce gdzie prowadzi lekcje. Tym sposobem nie wchodzą nam do domu. Znaczy wchodzą tylko, że do tego jednego pomieszczenia. Pewnie musi przyszykować się do lekcji. Ja poszłam do mojego pokoju. Jak wygląda mój pokój? No cóż. Należy do tych z serii większych pokoi. Podzielony jest tak jakby na część naukowo-relaksacyjną i sypialnianą. W naukowo-relaksacyjnej mam biurko, małą biblioteczkę, kanapę i telewizor. W sypialnianej jak każdy się pewnie domyślił mam łóżko i inne takie nocne. Mam też własną garderobę i łazienkę. Na ścianach mam farbę w kolorze pudrowego różu, na suficie białą. Na podłodze znajdują się panele, które są bardzo jasne, prawie białe. Jedna ściana przeznaczona jest na zdjęcia, pocztówki i inne takie pierdoły. Biblioteczka wygląda następująco. Tak jakby w ścianie są pułki. No może nie tak jakby tylko są. Białe drewno i do tego drabina metalowa (taka na kółkach, taka jak ta, na której jeździła Bella z „Pięknej i Bestii”) pokryta również białą farbą. Zawiesiłam sobie ostatnio na niej lampki świąteczne. Na półkach stoją przeróżne książki, puchary, wieża, której głośniki rozstawione są po całym pokoju, ramki ze zdjęciami i pamiątki z różnorakich miejsc na świecie. Biurko duże, narożne, z tego samego materiału co biblioteczka. Do niego kremowy, wygodny, kręcony, skórzany fotel. Nad biurkiem mam tablicę korkową, na której mam same najważniejsze informacje dotyczące szkoły, zajęć dodatkowych, czy tak zwane przypominajki. Kanapa zwykła z białego materiału jednak nakryta narzutą, która wygląda jakby była z misia polarnego. Niesamowicie przyjemna w dotyku, a naprzeciwko kanapy telewizor. Plazma i kino domowe, którego głośniki pomieszane są z tymi od wieży. Na jednej ścianie miałam też akwarium. To wszystko znajdowało się w części naukowo-relaksacyjnej. W części sypialnianej znajdowało się wielkie łóżko z białego drewna tego samego co m.in. biurko. Po jednej i po drugiej stronie łóżka były szafeczki nocne, również białe. Na łóżku miałam mnóstwo poduszek i parę miśków co by mi się przyjemniej spało. Nad łóżkiem wisiało zdjęcie zrobione przez moją mamę. Panorama Paryża nocą to coś wspaniałego zdecydowanie. Zwłaszcza jak jest uwiecznione przez tak dobrego fotografa. Tutaj też mam okno z niskim, szerokim parapetem, który wyłożony jest miękką gąbką i poduszkami, na których można sobie siedzieć. Przy każdym oknie, na karniszach z tego samego materiału co drabina od biblioteki, wiszą białe zasłonki. Jedne białe drzwi prowadzą do łazienki, która jest cała biała. Tylko sufit jest czarny. Zwykła, nie jakaś wielka. Po prostu wanna, kibelek i szafki z umywalką. Drugie drzwi prowadzą do garderoby. Również jej rozmiar nie powala. Inteligentnie zaprojektowana żeby pomieszczenie samo w sobie nie zajmowało dużo miejsca ale żeby zmieściło się w nim bardzo dużo rzeczy. W moim przypadku to bardzo dużo no naprawdę baaaaardzo dużo. Zresztą to nie tylko ubrania ale też buty, torebki i inne pierdoły. Mam tutaj całą kolekcję koszulek mojego taty i jego kolegów. Naprawdę niejedna fanka dałaby się za to zabić. W garderobie tak samo jak w bibliotece są białe półki oraz białe szuflady oraz brązowe, wiklinowe kosze. Na podłodze jest biały, puchaty dywan. W samym pokoju mam genialny szklany żyrandol. Są to takie jakby kryształki zwisające. To chyba było by na tyle opisywania mojego pokoju. Bardzo go lubię bo sama wymyśliłam sobie jak ma wyglądać. Wcześniej był to typowy pokoik dla małej księżniczki. No teraz różowy kolor ścian też sprawia, że wygląda tak cukierkowo no ale już nie mam góry zabawek czy pluszaków. Zawsze odrabiam sobie lekcje już w piątek po południu żeby potem mieć wolny weekend tak też zrobiłam i tym razem. Kiedy skończyłam była godzina dwudziesta. Trochę mi się zeszło ale miałam co najmniej trzy przerwy na rozmowę telefoniczną z Julką. Kim jest Julka? Julka jest moją najlepszą przyjaciółką. Mieszka jakieś pół kilometra ode mnie w linii prostej. Drogą nie opłaca się do niej chodzić bo to tylko dodawanie sobie metrów. To jedyny plus mieszkania w szczerym polu. No więc Julka ma tyle samo lat co ja. Tylko, że ona uczy się w innym gimnazjum. Jednak to nie przeszkadza nam w tej przyjaźni absolutnie. Blondynka mi tutaj jęczała, że znowu z jej szkoły wysyłają ją na dwa tygodnie do Paryża. Rzeczywiście jest nad czym ubolewać. Ja tylko mogę jęczeć, że nie pójdzie jutro ze mną na ten mecz. Tak dla towarzystwa oczywiście. No ale tak już czasem bywa. Po skończeniu nauki poszłam położyć się w wannie. Długa kąpiel to coś bardzo przyjemnego. Zwłaszcza z komputerem nad wanną. Po godzinnej kąpieli wskoczyłam w piżamę i rozczesałam mokre włosy. Podreptałam do kuchni żeby napić się czegoś.
-Czego szukasz córcia?-zapytała zatroskana mama, która chyba skończyła usypiać Maję i sprzątać w kuchni po kolacji, którą jadła tylko Maja i Antek i pewnie tata się załapał.
-A przyszłam się napić.-uśmiechnęłam się i otworzyłam lodówkę. Odruch bezwarunkowy kiedy wchodzi się do kuchni.
-W spiżarni jest sok pomarańczowy.-powiedziała siadając przy stole i kładąc na nim głowę. Poszłam do spiżarni i kiedy wróciłam do kuchni usiadłam naprzeciwko niej.
-Co się stało?-zapytałam.
-Nic. Zmęczona jestem tylko.-powiedziała podnosząc głowę i przecierając twarz.
-To może idź mamciu spać.
-No już, już.-wstała i podeszła do mnie żeby dać mi buziaka w czoło na dobranoc. Po chwili zostałam sama. Piłam sobie spokojnie sok prosto z kartonu kiedy wszedł tata.
-O daj się napić Młoda.-powiedział wyciągając od razu rękę.
-Magiczne słowo.-powiedziałam pokazując język.
-Dawaj to smarkulo jestem twoim ojcem.-powiedział poważnym głosem. Chyba chciał być straszny. Ja tylko zaniosłam się śmiechem. Podszedł do mnie i zabrał mi ten karton siłą.
-Do czego to podobne żeby tatuś zabierał swojej córeczce pice siłą?-zapytałam sama siebie i przytuliłam się do niego.
-Do tego podobne.-zaśmiał się i objął mnie delikatnie całując w czubek głowy. Mój wzrost jest fajny. Mam 175, czyli tak między mamą, a tatą. Znaczy do taty to jeszcze tak mi z 30 cm brakuje, a od mamy jestem wyższa o jakieś 10. Dla mnie w sam raz. Nie jestem najniższa ani najwyższa bo znam takie co mają po metr osiemdziesiąt parę. Te to jakieś mutanty są. Okropne. Jak zakładam szpilki to jestem z nimi równa kiedy one ich oczywiście nie mają.
-Dobra idziemy spać. Jutro trzeba wygrać mecz.-powiedziałam odklejając się od niego i szybko pobiegłam do pokoju. Tam położyłam się do łóżka i odpłynęłam w ramiona Morfeusza. 



Od razu mówię akcja toczy się w roku 2028 (jeżeli dobrze policzyłam). Nie mam zielonego pojęcia jak będzie wyglądać wtedy życie więc w opowiadaniu będzie to wyglądać tak jak jest teraz.
Na blogu będą cały czas zachodzić zmiany związane z szablonem bo ten coś się psuje więc nie zwracajcie na to uwagi :) Skupcie się na treści i na ocenieniu tego bo na tym mi bardziej aktualnie zależy :)

Jeżeli chcecie być informowani to piszcie do mnie na GG (numer podany w zakładce Kontakt).
Na ASKu możecie zadawać pytania zarówno mi jak i bohaterom (tylko piszcie do kogo to pytanie :D) z chęcią sobie podpowiadam :)
Jeżeli jakieś uwagi to proszę pisać w komentarzach :)

Możecie również odwiedzać inne moje blogi, na które serdecznie zapraszam :)

Trochę się tych ogłoszeń zebrało ale to pierwszy rozdział więc o wszystkim trzeba napisać :)
Nie wiem z jaką częstotliwością będą pojawiać się nowe rozdziały gdyż prowadzę jeszcze innego bloga o One Direction więc moją uwagę muszę poświęcać też jemu :) Ale będę starała się nie przekraczać dwóch tygodni ;)

Kocham Was wszystkich!

Mam nadzieję, że pozostaniecie ze mną na dłużej :) Jeżeli nie wiecie co teraz zrobić to ja Wam powiem :D Klikacie skomentuj i piszecie co sądzicie :) Wam to zajmie niecałe pięć minut, a ja będę wiedziała na czym stoję i czy warto kontynuować tą historię ;) No i przy okazji wywoła to uśmiech na mojej twarzy :D
Pozdrawiam i całuję panna :*

środa, 24 lipca 2013

Słowem wstępu.

Witam serdecznie na moim dziewiątym z kolei blogu z siatkarzami w roli głównej! Dziewiąty za razem ostatni więc też wyjątkowy ;) Wyjątkowy, ponieważ jest kontynuacją mojego pierwszego bloga: 


Jakby nie patrzeć raczej warto jest mieć go przeczytany żeby było wiadomo skąd wzięła się główna bohaterka tego bloga ;) Mam nadzieję, że spodoba Wam się to co będę tutaj publikować i tak jak pierwszy blog zyska on wiele czytelniczek komentujących i czekających z niecierpliwością na nowe rozdziały :) 


Zapraszam do zapoznania się z zakładkami, które jeszcze będą aktualizowane w najbliższym czasie :) 
Jeżeli są pytania to zapraszam na mojego ASKA tylko prosiłabym o dopisywanie, o który blog chodzi ;) 

Tak jak było z poprzednimi blogami informuję TYLKO poprzez GG! Jeżeli chcesz, żebym Cię informowała o nowościach to sam/sama musisz się zgłosić do mnie na GG! (numer podany w zakładce KONTAKT) Jeżeli nie będę odpisywać przez pewien czas to proszę się nie zrażać gdyż ostatnio mało czasu spędzam na tym komunikatorze prędzej znajdziecie mnie na Twitterze gdyż tam spędzam 24/24 :)

POZDRAWIAM I CAŁUJĘ WASZA PANNA :*

P.S. A i jeszcze jedno małe ogłoszenie. Gdyby ktoś chciał mi wyrównać szablon tak żeby wszystkie gadżety i zakładki były ustawione tak jak na tym blogu http://dwiescie-piec-centymetrow-szczescia.blogspot.com/ to będę mu bardzo wdzięczna :) 

P.S. 2x 
Zapomniałam Wam powiedzieć kiedy pojawi się pierwszy rozdział, głupia ja... No więc pierwszy rozdział pojawi się 1 sierpnia :)